
Nie wierzcie kobiecie. A już na pewno, kiedy tak imponująco mocnym głosem, jakim obdarzona jest wokalistka zespołu Obscure Sphinx, próbuje zwieść Was subtelnie wyśpiewywaną frazą I’m so scared (utwór Paragnomen). Natomiast kiedy wraz z nią na scenę wstępuje czterech muzyków, możecie się spodziewać jedynie najcięższego. Dlaczego? Kto zawitał choć raz na koncert Obscure Sphinx, a także spróbował zmierzyć się z ich debiutanckim albumem Anaesthetic Inhalation Ritual ten może mieć już kilka gotowych odpowiedzi na to pytanie. Z pewnością na zawarte w tytule „znieczulenie” nie ma co liczyć, a sam zespół obawiać mógłby się jedynie zasłużonego rozgłosu.
Zwodniczą może być również przewijająca się w utworze Eternity linijka I’m from nowhere – Obscure Sphinx na pewno nie są znikąd. Zofia Wielebna Fraś, Bartosz Badacz, Michał blady Rejman, Mateusz Werbel Badacz oraz Tomasz Yony Jońca natrafili na siebie w Warszawie i współpracują razem od 2009 roku. Zresztą, zaglądając w artystyczną przeszłość niektórych z wymienionych tu osób, wyczytać można nazwy takich projektów jak Licorea, So I Scream, Rootwater czy Soma Process.
Anaesthetic Inhalation Ritual to przede wszystkim ogromna dawka energii wyrażająca się poprzez miarowe tempa i ponury bas. To również gitarowy brud oraz znajdująca się na przeciwległym biegunie względem nich przestrzeń. Wreszcie to także charakterystycznie nawarstwiające się, tworzące gigantyczne spiętrzenia melodie, które wręcz zalewają odbiorcę. Wraz z niską barwą głosu Wielebnej, która nie stroni od napawających grozą krzyków, prezentując także gamę bardziej grindcore’owych rozwiązań, dają nam kompozycje, które niepokoją słuchacza. Utwory pełne są zwolnień, rytmicznych uderzeń bębnów, a także onirycznych riffów przejścia – wyznaczają one punkt zwrotny kompozycji, zwiastując niekiedy moment wytchnienia. Włączenie ich płyty jest jednoznaczne ze zgodą na wypuszczenie ukrytych demonów i zmór, które tylko czekają, by wraz z tą brzmieniową chmarą chaosu porwać nas w odmęty człowieczych zakamarków. Wymaga to od odbiorcy szczególnej uwagi – inaczej można zostać wręcz zmiażdżonym przez natłok zawartych tam emocji. AIR to z pewnością album „lirycznej wagi ciężkiej”, który jest w stanie zaintrygować amatora neurotycznych sludge’owych i postowych rejonów i nie tyle co zadowolić, a wręcz przeorać jego muzyczne podniebienie. Poprzeczkę – co niezmiernie cieszy wielbicieli niepokornych dźwięków – Obscure Sphinx ambitnie postawili sobie całkiem wysoko.
tekst: Dorota Płuchator
« powrót do newsów
napisał:
a jak Wam się podoba debiut Obscure Sphinx?
napisał:
lubie baaardzo!
napisał:
czyli widzę odczucia podobne do naszych
napisał:
no obscury pierwsza klasa, kiedy graja na supporcie jakiejs kapeli to tak jakby byly 2 gwiazdy wieczoru.
napisał:
jest dobry ale momentami czyste wokale są bardzo słabe i brzmią jak z jakiegoś gotyckiego badziewia .
brzmienie gitar za to powala na kolana
napisał:
:
Świetnie zagrali przed Crippled Black Phoenix w Warszawie. Ten występ można obejrzeć na http://www.justin.tv/fromstage/b/285566188 (CBP: http://www.justin.tv/fromstage/b/285567117).
napisał:
filmiki fajne ale te ruchy rękami na początku były żałosne
napisał:
Ogolnie napewno warto posluchac, natomiast tak jak pisze Kuba. Czyste wokale traca jakims Closterceller natomiast te krzyczane dziwnie zalatuja Otep’em ale mimo to dobrze sie tego slucha.
napisał:
Mark, these are awesome qieotusns. We’ll see what we get to…1) What was the biggest discouragement during the writing process of LENORE?I lost the manuscript for over two months. I don’t mean that I physically lost it, but I completely stopped writing. It was not a conscious decision – it just sort of happened, and before I knew it, two months had passed. When I picked up the manuscript again, I could not find the thread of the story.At that point, I was seven chapters into the first draft (out of what I already knew would be nine chapters). But for about a month and a half, I could not write chapters 8 and 9. I tried every day, but nothing worked out right. Everything I wrote got thrown away. (If you look at the start of Chapter 8, you’ll see an indication of this portion of the writing process.) And then…one day…everything clicked. I sat down and – in 48 hours – wrote all of chapters 8 and 9. Nearly 10,000 words. I hardly slept during those days (which was a mistake at the time, because at the end of those 48 hours I was leaving to drive to California – a 24 hour drive), but I couldn’t stop. The entire end of the story poured out of me, and there it was.Of course, I am usually a meticulous writer. So those last two chapters ended up requiring a lot more editing than anything else had. But they were there – complete, and in existence. And with the struggle those two chapters had been, that was a big step.
napisał:
o26sO1 zuchougtcaly
napisał:
dEUEuK lzmrslrrsnug