
Dwudziestego drugiego stycznia wielu w swoich kalendarzach wypatrywało z utęsknieniem. Na ten dzień wyznaczono pierwszy i jedyny koncert kanadyjskiego kolektywu Godspeed You! Black Emperor w Polsce. Nagła wieść o ich nagłej reaktywacji wywołała poruszenie pośród muzycznej społeczności, a co dopiero perspektywa usłyszenia ich na żywo! Zespół swoją trasę rozpoczął 3 grudnia w Minehead w Wielkiej Brytanii, a wraz z początkiem 2011 roku wyruszył na podbój dwunastu europejskich miast.





Pośród nich znalazł się i Poznań, w którym Mieliśmy okazję zobaczyć ich w towarzystwie zakapturzonej postaci, uosabiającej projekt Total Life. No właśnie – kto miał, ten miał. Jednym z wyróżników tego wydarzenia stały się przyprawiające o zawrót głowy i bóle nóg kolejki. Kolejka przed klubem (publiczność stawiła się tłumnie – ponoć było nas około 800 osób!), kolejka do szatni, kolejka do baru, kolejka do toalety… Na wszystko trzeba było czekać – nie dość, że od powstania GY!BE minęło dobre 17 lat nim zjawili się w naszym kraju, to jeszcze tyle utrudnień po drodze, by finalnie znaleźć się w pobliżu sceny… Jednakże dość tych odskoczni – przybyliśmy, odczekaliśmy swoje i w okolicach godziny 20:30 rozbrzmiały, a raczej rozhuczały pierwsze dźwięki Total Life. Ta dronowa formacja przez pół godziny, w czasie której zmieściły się dwa kawałki, szykowała nas na wejście Kanadyjczyków. Trudno byłoby to ująć w ramach ,,rozgrzewania” – co najwyżej mogła wprowadzić w lekko transowy stan lub stać się jedynie uprzykrzającym i hałaśliwym tłem dla rozmów. Atmosfera wyczekiwania stawała się coraz bardziej napięta, by kwadrans po 21 zostać wreszcie przełamaną pierwszymi dźwiękami GY!BE.





Utworem Hope zespół zainicjował dawkowanie swojego repertuaru. Muzyka GY!BE zdecydowanie wymaga od odbiorców cierpliwości. Melodie niespiesznie się rozwijają, nieśmiało wyrastając i wydostając się spod zgromadzonego szerokiego instrumentarium. Sennie oplatają słuchaczy, a gdy już mają pewność, że skupiły na sobie ich całą uwagę, gwałtownie rozkwitają. Wtedy dumnie prezentują całą swoją gamę kolorów i odcieni – od przenikliwych i nostalgicznych dźwięków, poprzez rozedrgane i bardziej niespokojne szumne partie. Wszystko to objawiło się pod postacią kompozycji Moya, Albanian, Dead Metheny, 12-28-99/09-15-00 (część II), Chart #3, World Police and Friendly Fire, Lift Your Skinny Fists Like Antennas to Heaven, Gathering Storm (części I-II) oraz The Sad Mafioso.




Gęsta osnowa, jaka utkana została za pomocą gitar, instrumentów perkusyjnych i smyczkowych, dopełniona została za pomocą prezentujących się na ekranie obrazów. Wyświetlane z projektora, stały się integralną częścią tego spektaklu. Wzmacniały nasze doznania poprzez powtarzające się motywy drogi i wędrówki, zniszczenia i wojny, a także nieokiełznanej natury. Wraz z dramatycznie urywanymi melodiami prowadziły misternie zaaranżowany przez zespół dialog z publicznością. Wzajemność ta w tym przypadku przejawiała się szczególnie – ze sceny nie padło ani jedno słowo od muzyków, my również milczeliśmy. Odpowiedziami stało się nasze wewnętrzne zaangażowanie podczas tego występu, setki myśli kołatających się po głowach. Celem twórczości GY!BE jesteśmy my sami – dotarcie wprost do słuchacza, wywołanie w nim samym reakcji zwrotnej.
Przez ponad dwie godziny większość z obecnych w skupieniu upajała się występem tej miniorkiestry – bo tak najlepiej należałoby ich określić. Roztoczona pesymistycznie-romantyczna wizja ludzkości nie obwieściła jednak jej końca – jjak głosi monolog otwierający występ GY!BE w Montrealu w 1998 roku. Wedle rozumowania zespołu, świat wprawdzie staje się może mniej przyjazny człowiekowi (któremu dodatkowo towarzyszy destrukcyjne uczucie osamotnienia), lecz wciąż trwa. I tylko od nas zależeć będzie w jakim kierunku będzie on dalej podążał. Właśnie to formacja stara się nam uświadomić poprzez swoje monumentalne kompozycje. Poruszając naszą wyobraźnią, prezentują swój sposób odbierania rzeczywistości i wypatrują kolejnego kroku, który o ile nastąpi, będzie już tylko naszą decyzją.
tekst: Dorota Płuchator
« powrót do fotorelacji
napisał:
question and big favor, can you re up some of these gems at hiehgr bit rate?TERRE THAEMLITZ, Soil (1995 – electronic soundscapes) JAN WERNER & F.X. RANDOMIZ, Slow 1TAU, Hikuioto i’ll stop here(for now) tnx!great blogB
napisał:
VZxrik fcaqdgubvscq
napisał:
C8eJEa , [url=http://nqvpfqnxizds.com/]nqvpfqnxizds[/url], [link=http://edwteneowcgn.com/]edwteneowcgn[/link], http://lpqbwnmqejhu.com/
napisał:
ATxM5z , [url=http://tblrrumddhfk.com/]tblrrumddhfk[/url], [link=http://nbaazqoeuyge.com/]nbaazqoeuyge[/link], http://rqrfnufinmiz.com/