
Wydany w 2009 roku album „Dying In Time” jest niezwykłą muzyczną podróżą. Jej trasę wyznaczają syntezatory, klawisze oraz klimatyczne, przytłumione wokale. Jedenaście utworów prowadzi nas poprzez krainę, w której obrazy przeszłości mieszają się z fikcyjnymi wyobrażeniami chwil, które mogą się wydarzyć, a chłód i zwątpienie toczą zaciekły bój z wiarą w człowieczeństwo. „Dying In Time” to pokaz umiejętności magików elektroniki na zbyt długo odciętych od widoku słońca. Z pomocą przybył im niewielki, ale intrygujący kolektyw wokalistów.
Cały album to spacer, który zaczyna się w melancholijnej i ponurej okolicy zmierzając ku coraz żywszym i jaśniejszym miejscom. Bez wątpienia klimat jest zimowy, nie tylko w sensie wpasowania w nastrój najchłodniejszej z pór roku, ale także w sensie „zimy emocjonalnej”. Chociaż nigdy nie określiłbym tego albumu pesymistycznym, bowiem napełnia niezwykłą siłą.
Ciekawe jest to, że kiedy myślę o tym albumie, gdy go nie słucham to przychodzi mi do głowy spokojna, nienarzucająca się elektronika. Czuję się nieswojo, kiedy wrzucam krążek do odtwarzacza i mniej więcej w połowie płyty, z głośników zaczynają płynąć szybkie, transowe, a chwilami taneczne dźwięki. Ta żywiołowość osiąga swoją kulminacje w – moim zdaniem najpiękniejszym utworze albumu – „Balding Generation (Losing Hair As We Lose Hope)”. Rytm i wspaniały wokal Japonki występującej jako Linda Bjalla tworzą w tym utworze niezwykły klimat, „oczyszczając” słuchającego z ponurego nastroju i wprowadzając w stan podekscytowania, które świetnie wizualizuje nakręcony teledysk.
Wśród osób udzielających się wokalnie są także Polacy. W utworach „Hva (Failed Revolutions)”, „Anna Ustinova” i „I Used To Be Sad” pojawia się Natalia Fiodorczuk (The Orchid, Happy Pills, Nathalie and the Loners), a rewelacyjny utwór „The Photoshopped Prince” to współpraca Michała Wiraszko (Muchy) i Natalii Grosiak (Mikromusic, Digit All Love).
Po rytmicznym środku następują trzy utwory „Hermitage” (część 1, 2 i 3) zamykające album. Jest to powrót do spokojniejszych dźwięków, jednak słuchane po tych „świetlistych” nie brzmią już tak ponuro. Pojawia się bowiem pewność, że słońce istnieje, a jedynie skryło się za czarnymi chmurami. Musi przecież w końcu się zza nich wychylić. W trzeciej części „Hermitage” usłyszymy nawet gitarę, dodającą do kompozycji bardziej „ludzki” element.
Tekst zaczerpnięty z dnamuzyki.net, dzięki uprzejmości autora: Michała Nowakowskiego.
« powrót do spisu recenzji płyt
napisał:
Could not agree more. Valentine’s Day has never been a hhiilhggt of mine and not because I’m bitter. More so because I hate the idea of having a day where I’m told to show my love for someone. I’d much rather do it every day but then.
napisał:
Vvgfkp ukgxtsallgbd
napisał:
F2RhDr htrpttehscuw
napisał:
sfpyfP , [url=http://lppkwnkqmrts.com/]lppkwnkqmrts[/url], [link=http://lcrvzveaapnx.com/]lcrvzveaapnx[/link], http://lzckpppcbbhv.com/